niedziela, 5 marca 2017

Spróbuję

Ten wpis będzie dla mnie trudny, bo domyślam się, że każdy trochę inaczej myśli na temat tego, co naszym życiem kieruje, ale poproszę o wyrozumiałość, bo to dla mnie ważne.

Pewna przyjazna osoba, która wspiera mnie w podróży przez życie, dowiedziawszy się, w jaki sposób podpisuję swoje posty, zasugerowała, że określenie „przeczulona” nie niesie pozytywnego ładunku. Że to głównie lęki, obawy oraz skłonność do krytykowania, a że ja taka nie jestem i czy nie zechciałabym tego zmienić dla swojego przede wszystkim dobra.

Nie zachwyciła mnie taka opinia, trochę się nawet dąsałam przez parę dni, ale intensywnie myślałam, czy przypadkiem nie ma w tym twierdzeniu cienia prawdy. Podzieliłam się tematem z mężem, przyjaciółką, choć jak to zwykle bywa, główny ciężar zostawiłam do rozpracowania sobie. Im dłużej myślałam, tym bliżej byłam przyznania racji autorce całej akcji. I choć swój pseudonim zdążyłam już polubić i do niego przywyknąć (bo to kilka lat w końcu i drugi blog), zaczęłam dostrzegać to, co wcześniej było dla mnie niewidoczne. Wypowiedziałam sobie na głos „przeczulona”, próbowałam wyobrazić sobie, czy lubię przeczulone osoby w swoim towarzystwie i usłyszeć taką osobę w zderzeniu z rzeczywistością. Wyszły mi stękania, fochy i kręcenie nosem. I zrozumiałam to. Ja taka nie jestem!

Dostałam nowy pseudonim. Pod nim napisałam już wcześniejszą notatkę i powoli się z nim zaprzyjaźniam. Będę obserwować, czy ma na mnie wpływ rzeczywisty i za jakiś czas podzielę się wrażeniami na blogu.

Tymczasem przepraszam za zamieszanie, kiedy czytając u siebie komentarz od „poszukującej”, przez chwilę nie będziecie wiedzieć, co to za jedna.


Pani astrolog – dziękuję za otwieranie oczu! To dobrze robi komuś, kto myślał, że szerzej już się nie da : )



8 komentarzy:

  1. Każdy z nas mógłby sobie przypisać przeczuloną, bo czyż każdy z nas nie ma jakiejś sfery w życiu, pod którą mógłby się tak podpisać? Ja mam. Byłam zaskoczona nowym podpisem bo nie wiedziałam kto to. Zajrzałam głębiej i już wiedziałam.....chyba tak lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobrze, że zajrzałaś głębiej:) dziękuję

      Usuń
  2. Kto poszukuje, ten znajduje. Życzę powodzenia i ciekawych odkryć.
    To, co najpiękniejsze i najcenniejsze, nosimy w sobie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. choć wiem, że noszę w sobie to co cenne, to jednak dziękuję za życzenia powodzenia w poszukiwaniach :)

      Usuń
  3. Twój post dał wiele do myślenia. Większość z nas używa zamienników swoich prawdziwych imion czy nazwisk. Co tak naprawdę skłania nas, że nazywamy siebie tak a nie inaczej? Dlaczego utożsamiamy się z tą czy inną nazwą? I co tak naprawdę ona o nas mówi - dla nas samych a jak widzą ją inni? Naprawdę ciekawe..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobrze mi w moim wirtualnym świecie, ale czuję potrzebę otulić się choć trochę tajemnicą. nieśmiała jestem ;) (tu mój mąż i najbliżsi parsknęliby śmiechem:)) ale naprawdę jestem, czasami... myślę, że pseudonim to fajna rzecz, a kiedy pasuje do człowieka - to jeszcze fajniej! nie jestem pewna, czy kiedyś przedstawię się tu wszystkim, tak jak Ty. w każdym razie na pewno nie jestem na to gotowa.

      Usuń
  4. Ja lubię pseudonimy bo one skrótowo nas określają ale człowiek się zmienia i pseudonimy powinny za nim nadążać. Kiedyś byłam Lolą P, figlarną i roztańczoną, potem Krystynką w podróży bo wędrowałam i zwiedzałam a odkąd mam chattę to już Pellegrina co dla mnie jest poszukiwaniem i podróżą ale wgłąb. Nie ukrywam się za pseudonimem, raczej odkrywam

    OdpowiedzUsuń
  5. tak, takie podejście do pseudonimów zdecydowanie mi pasuje! rozwija - nie ogranicza. dziękuję

    OdpowiedzUsuń