piątek, 26 lutego 2016

Prawe, lewe

Ferie na finiszu. Zimowymi trudno je nazwać. Narty, które miały być gwiazdami tych wolnych dni zostały wystawione na światło dzienne dopiero wczoraj. Bo czymże miały zająć się wcześniej – byciem sztachetą w płocie? Ale skoro decyzja o spędzeniu ferii na miejscu zapadła – nie mamy prawa narzekać.

Ale było fajnie. Dawno się tak nie obijałam. Dotąd zawsze staraliśmy się wycisnąć wszystko z tych urlopowych dni, zaplanować czas, wyruszyć gdzieś, spędzić te dni aktywnie. Zostając w domu nie zawsze to wychodzi. Działaliśmy spontanicznie. Brak śniegu zrekompensowaliśmy sobie kinem, łyżwami, basenem, ale takie czynności nie są niczym zaskakującym. Dlatego więc, żeby tak szybko nie zostały zapomniane – dorzuciłam coś od siebie. Coś, czego sama do niedawna się po sobie nie spodziewałam. Kupiłam druty i kilka kłębków włóczki. Pięknej – mięciutkiej, w trzech delikatnych, pasujących do siebie odcieniach. Dalej było jeszcze dziwniej, bo…

… córka zapytała „co to” i czy ona też może i czy ją nauczę – i brałam taką opcję pod uwagę (kupując 2 zestawy drutów), ale zainteresowanie przerosło moje oczekiwania. Jakieś dwadzieścia lat nie miałam drutów w rękach – może nawet z dwadzieścia pięć. Tak naprawdę zrobiłam to dla siebie – chciałam wykorzystać moje obolałe palce, póki jeszcze cokolwiek potrafią zrobić. Chciałam dać im impuls do ćwiczeń, trochę je rozruszać. Ale skoro dziecko, które na ogół woli wykorzystać swoje w zupełnie inny sposób – ślizgając nimi po wyświetlaczu telefonu, nagle preferuje coś innego – to ja zapraszam na zajęcia pod nazwą „robótki ręczne” z prawdziwą przyjemnością!

Nieźle nam idzie. Jej chyba lepiej niż mnie. Kiedy widzę wyraz zacięcia na twarzy „poczekaj mamo – udowodnię ci, że szybko się uczę”, to widzę, że to kolejne pokolenie nie jest całkiem zepsute nowinkami technicznymi. Niby to wiedziałam, bo przecież gry planszowe zawsze u nas królują, kiedy na zewnątrz byle jak. Ale robótki ręczne? To albo przechodzi „z pokolenia na pokolenie”, albo wcale. Pożyjemy, zobaczymy. Póki co – ekscytuje mnie fakt, że znalazłam coś, czym udało mi się dziecko zaskoczyć. Próbowałam jeszcze „Anią z Zielonego Wzgórza” – tu jednak nie poszło mi tak gładko.

Tymczasem śnieg do nas zawitał, więc tata zabrał córkę na stok. Ja z rozkoszą zasiadłam w piżamie przed komputerem – muszę wykorzystać ostatni dzień urlopu, żeby całość zgrabnie podsumować. Syn zainteresował mnie pewnym serwisem muzyki cyfrowej. Długo się opierałam, bo za nowościami nie przepadam. Ale mam tam każdy rodzaj muzyki, której moja dusza zapragnie. Ustawię się więc na jakiejś odpowiedniej do nastroju składance, rozłożę sobie koc i kilka rządków wyprodukuję na drutach.

Miłe takie ferie domowe. Trzeba przeżyć czterdzieści lat z kawałkiem, żeby nauczyć się nudzić bez wyrzutów sumienia.

uchylam okno, a kiedy widzę to: 



 to zazdroszcząc ludziom zdrowym - wybieram jednak to:


sobota, 20 lutego 2016

Zostań

Taki jeden znany internetowy kanał muzyczny towarzyszy mi w pracy codziennie, bo w ciszy pracować nie potrafię. Wybieram sobie dowolną składankę hitów w zależności od nastroju i ona sobie leci, czyniąc moją pracę bardziej kolorową i atrakcyjną.

Jego nie wybrałam, on wybrał mnie. Był częścią składanki, choć nie pamiętam jak ją sobie nazwałam przed naciśnięciem opcji szukaj. Zaśpiewał „Zostań” i zrobił to na tyle skutecznie, że może na mnie liczyć.

Nie tylko zostałam, ale posłuchałam, co jeszcze ma do zaproponowania. Potem sprawdziłam, gdzie można go posłuchać na żywo. A to już okazało się wyzwaniem. Bo nie gra na dużych scenach, a na tych kameralnych. Bo choć nie jest  idolem mas, ma swoich wiernych fanów, a bilety na koncert znikają w ciągu tygodnia. W Katowicach, w Miasteczku Śląskim – przeproszono mnie z pobłażliwym uśmiechem, że nic już dla mnie nie mają. Dopiero Chorzów okazał się łaskawy.



Mikrofon, gitara, fortepian, półmrok, a przede wszystkim głos. Pełny, mocny, brzmiący tak, że ciarki przechodzą. I słowa – prawdziwe i mądrze dobrane. Żadnych ozdobników, samo życie. Normalny facet przed trzydziestką. Bez zbędnych wstępów i przerywników zaczarował w godzinę całą salę. A potem podpisywał płytę i rozmawiał z każdym, kto tylko miał na to ochotę. Kolejka była spora.

Podobno bez powodzenia brał udział w jednym z telewizyjnych konkursów wokalnych. I chyba bardzo dobrze się stało. Drobne niepowodzenia pomagają utrzymać pion i pozostać sobą. To takie nietypowe w dzisiejszych czasach – osiągnąć popularność bez wsparcia telewizji. Myślę sobie, że gdyby go ona wsparła – nie śpiewałby dzisiaj tak mało nośnych kawałków jak te na płycie Bumerang. Może zyskałby szerszą widownię, ale straciłby dużą część siebie.

Ja preferuję bycie sobą. Proponuję zgasić światło, zamknąć oczy i odpłynąć. Albo jednak … zostać.
Przed Państwem Kortez:



czwartek, 11 lutego 2016

Doświadczeniem podparte - potomkom pod rozwagę

Kochanie, nie zrozum mnie źle. Jesteś dla mnie całym światem i wszystko, co mam i jest mi drogie oddałabym Ci bez wahania i dlatego tego właśnie zrobić Ci nie mogę.

Nikt lepiej niż ja nie wie, co dla Ciebie najlepsze, kiedy pora spać i w co ubrać się zimową porą. Któż bardziej ode mnie zorientowany jest, na jakie pokarmy masz uczulenie i jak reagujesz na drażliwe tematy. Twoja samodzielność i pewność siebie nie znosi stawania na drodze i porad w stylu „na twoim miejscu zrobiłabym to inaczej”.

Jesteś mądrym, dobrym człowiekiem z wieloma pasjami. Owszem, znam też Twoje wady i wiem, jak unikać ich nagłego wypłynięcia na powierzchnię. Przede wszystkim jednak posiadasz wiele zalet i niewątpliwie masz swoje odrębne i niezależne zdanie na każdy temat.

Chcę móc obserwować Twoje życie, Twoje radości ale też smutki i potknięcia. Oczywiście, chętnie udzielę Ci rady, pod warunkiem, że mnie o to poprosisz.

Jednakże to, czego pragnę najbardziej pod słońcem, to pewności, że w niczym Cię nie ograniczam i że kiedy mnie odwiedzisz, zrobisz to z przyjemnością, a nie dlatego, że tak wypada.

Pomogę Ci zawsze, kiedy będziesz tej pomocy oczekiwać, ale nie będę wyczekiwać Twojej o nią prośby. Z zaciekawieniem będę przyglądać się, jak z sercem, ale też z rozumem wychowujesz swoje dzieci, bo czuję, że zrobisz to najlepiej po swojemu.

Znam Cię i mocno kocham. I dlatego właśnie nie możemy całe życie mieszkać razem.


poniedziałek, 8 lutego 2016

Biała czy czarna biało - czerwona

Spróbuję opisać w miarę obiektywnie, jak czuję się w naszej dzisiejszej polskiej rzeczywistości. Myślałam, że pominę ten temat, który wyłania się z wszystkich telewizyjnych i radiowych programów informacyjnych oraz z papierowej i internetowej prasy bulwarowej, ale nie potrafię.

Do tej pory starałam się jakoś nauczyć żyć z myślą, że ludzie różnią się, żeby nie było nudno, żeby nawzajem przekonywać się do swoich racji, w końcu żeby był postęp, który czyni nas bardziej oświeconymi, tj. mądrzejszymi.

Od paru miesięcy przekonuję się, że ja tego wcale nie chcę. Nie mam ochoty różnić się w sprawach patriotyzmu i przekonaniu, co dobre jest dla naszej ojczyzny, a co nie.

Przeraża mnie fakt, że nie rozumiem, jak w sprawach tak bardzo podstawowych można mieć dwa skrajnie odmienne poglądy. Że te poglądy mają ludzie bliscy sobie, którzy do tej pory niemal we wszystkim się zgadzali. Nie wiem, co sprawia, że ktoś, kogo uważam za dobrego, sprawiedliwego, honorowego, kto inny uważa za parszywego drania.

Przecież wszyscy mamy oczy, uszy – słuchamy, czytamy, widzimy, czujemy! Co jest? Skąd się bierze taka odmienna interpretacja? No bo przecież nie z braku, bądź z posiadania wrażliwości – w końcu wszyscy ją mamy. A ci, co ją wyrażają  - mają jej na wierzchu chyba najwięcej.

Pierwszy raz od niepamiętnych czasów miotają mną obawy. Czy jeśli ja, uważająca się za całkiem okej osobę myślę „tak”, a druga osoba będąca okej myśli „nie” – to czy oczywistym jest, że jedna z nas musi być „cacy”, a druga „be”?


Czuję się, jakby wokół mnie były dwie Polski. Każda uważa, że ta jej jest ta dobra. Czy szukanie na siłę tego, co złe to na pewno droga w dobrym kierunku? Chciałabym się już w końcu obudzić…